25.06.2017

Weekend. Boże. Boże... Mam nadzieję, że dam radę opisać wszystko jutro wieczorem. Straszne. Ojciec. Kasia T. Moje mieszkanie!

23.06.2017

Z racji tego, że moja terapeutka, jest na urlopie, już trzecią wizytę miałem z inną, arcyciekawą Panią, specjalistą psychoterapii uzależnień, do której zostałem przekierowany. Bardzo spodobał mi się jej sposób podejścia do mnie, mojej tragicznej przeszłości, obecnego życia oraz teraźniejszych stosunków z ojcem. Nowa terapeuta, na koniec zawsze wtrąca trochę prywaty, zacieśniając więź. Ostatnio podsumowała nasze spotkania butami, które traktuje jako wizytówkę ludzi. Twierdzi, że psychika człowieka odbija się w wybieranym obuwiu. 
Hm. Od razu spojrzałem na swoje buty i zacząłem się zastanawiać na sobą, bo mam buty tylko jednego typu.. Zwróciła też uwagę, na to że podwijam nogawki spodni. Intrygująca kobieta :) Zdradziła mi, że czuje do mnie sympatię i stawia sobie za priorytet by zaleczyć moje psychiczne rany po maltretowaniu w dzieciństwie. Poprosiła bym został z nią lub przychodził dodatkowo, bo mam dla mnie kilka dobrych rozwiązań, które chciałaby ze mną przepracować. Ucieszyłem się! Jednak nie mam czasu na uczestnictwo w kolejnej terapii, wiec podjąłem ważną decyzję - odchodzę od terapeutki prowadzącej. Poniżej moje buty. Noszę tylko i wyłącznie Vans (18 par, w tym 1 para zimowa) oraz 2 pary butów Vibram Fivefingers. Tyle. Koniec, więcej nie mam. Nie wiem w jaki sposób poprzez buty Vans widzi mnie nowa terapeutka, ma nadzieję, że mi kiedyś o tym opowie :)







22.06.2017

Publikuję komentarz, który dostałem do wczorajszego posta, od cynke i odpowiem.

"A w jaki sposób rozwiązałeś sprawę z poprzednią Kasią? Bardzo szybko to u siebie idzie. Jednego dnia deklarujesz poważny związek i utrzymanie jednej kobiecie, następnego planujesz małżeństwo z inną, znaną kilka godzin. Emocje, za którymi nic więcej nie idzie."

Na początku najważniejsza rzecz - ten blog to moja relacja emocjonalna i jest ona przede wszystkim wybiórcza i subiektywna.

Nie opisuję wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach jak w serialu "Moda na sukces", ale jedynie to, co w danym momencie jest dla mnie osobiście istotne.

Przykład: wyjazd Wincentego ze mną, był planowany już od końca stycznia 2017 roku (pismo w zakładzie pracy musiałem złożyć 3 miesiące, przed planowanym, bezpłatnym urlopem, gdzie pozytywnie rozpatrzoną odpowiedz uzyskałem z końcem kwietnia 2017 roku). Wtedy dopiero mogliśmy planować drogę po Europie. To nie nasza spontaniczna, czerwcowa fanaberia realizowana za pstryknięcia palca, ale od prawie pół roku skrupulatnie planowana podróż, a sukcesywnie realizowana od 1,5 miesiąca.
Nie wspomniałem o tym, bo sam nie wiedziałem, czy uda się nasz plan zrealizować i jak będzie wyglądała wyprawa. Zamiast wypisywania wątpliwości dotyczących tras turystycznych, czy sytuacji Imigrantów socjalnych we Włoszech, wolałem opisać to co mnie bolało na terapii DDA albo wylać z siebie smutek dotyczący złego samopoczucia w pracy i ból zwiany z ojcem alkoholikiem.

Dokładnie tak samo miały się sprawy z Kasią T.
Nie chciałem dosłownie wszystko wypruwać na blogu, bo momentami liczyłem na zmianę postawy, lub zwrot toczących się spraw. Później to się działo (bądź nie) a z powodu minionego czasu uważałem, że to, czy owo jest w sumie już nie aktualnie, by się nad tym pochylać.
Największe kłopoty, z których wynikały nieporozumienia w mojej relacji z Kasią T. przynosił jej były chłopak, który ciągle stał pomiędzy nami i uczestniczył bezceremonialnie w naszym życiu, które chciałem z nią i Różą zbudować, oraz pobłażliwy, swobodny stosunek Kasi T. do niego.
Bezrobotny, plątał się po jej domu całe dnie (bo przecież nie można zabronić kontaktów drugiego rodzica z dzieckiem) ale nic sobą nie wnosił – nie zajmował się Różą (robiłem to ja, gdy przychodziłem) nie pomagał Kasi w sprawcach codziennych, domowych, głownie spędzał czas przed TV albo gawędzili z Kasią w kuchni pod pretekstem różnych ustaleń w sprawach dotyczących ich dziecka itp. Siadał z nami do kolacji, obiadów. To było dla mnie bardzo ciężkie do zniesienia. Kasia T. chętnie każdego dnia zgadzała się na jego obecność z nami i z chęcią prała mu przy okazji zapocone skarpety (gdy przychodził z praniem) rozchichotana słuchała jego bezsensownej paplaniny i prymitywnych dowcipów. Byle tylko był.
Szanuje samotne matki, które zostały porzucone przez swoich mężczyzn, ale sytuacja Kasi T., to nie nieszczęście w nią wymierzone przez bezdusznego faceta, a niestety efekt jej bezmyślnej zabawy, gdy żyła chwilą i nie szanowała poprzedniego swojego, porządnego faceta i latała z dupą na bok (aż wpadła z ojcem Róży).
Ode mnie, jako od nowego partnera wymagała zaakceptowanie tej sytuacji i ich "rodzinnych" relacji. Starałem się na chłodno sobie tłumaczyć, że to wszystko na pewno jest prawidłowe, bo w sumie nie znam modelu związku z kobietą wychowującą samotnie dziecko.
Co ciekawe, mój wiek byłymi ciągle wypominany: że jestem dzieciak, który nic o życiu nie wie, że mam potrzeby jak nastolatek (spacery, basen, kolacje przy świecach, wspólne oglądnie filmów). Zapominała o tym gdy nerwowa, wybuchała (typ choleryka), że powinienem zapewnić im godziwy byt skoro zdecydowałem się tworzyć rodzinę z nią i jej dzieckiem, bo mnie stać (z nieba mi nakapało?). Co ciekawe nigdy nie pisła opryskliwie słówka nierobowi, który nie reguluje finansów na Różę i jeszcze ją (w sumie później nas) objada i tworzy z jej domu darmową pralnię, kino i wielokrotnie nocleg, bo gdy był pijany, to nie wracał do mamusi, a zostawał na noc u Kasi.
Ogólnie na osiedlu Kasia T, nigdy nie cieszyła się dobrą opinią (dowiedziałem się od sąsiadek, które przysiadywały się do mnie, gdy byłem na ławce z wózkiem z dzieckiem, oraz od ekspedientki osiedlowego sklepiku, która widywała nas podczas zakupów). Wtedy myślałem, że wygadują głupoty i zawsze poskreślałem, że sam chcę poznać Kasie i muszą mi pozwolić na własną opinie. One kręciły przecząco głowami i wyraźnie mi współczuły.
Wiem dlaczego Kasia T. tak nie znosiła spacerów – bo po parkach jakieś stoczone chłopaczki (prawdopodobnie z jej klasowego rocznika) żłopiące piwo z puszki gdy szliśmy razem, gwizdały z nią, a z mną wołały "łoś". Wierzcie mi, to dramatyczne doświadczenie. Dlatego tak chętnie Kasia T., ciągnęła na weekendowe wyjazdy za miasto. Ok, to usprawiedliwione, ale nie kupię jej przecież domku na wsi, by naprawić jej przeszłość, nad którą ona sama się nie zastanawiała, gdy łapała życie garściami. 
Nie brała pod uwagę mojej przeszłości chodź zawsze wymagała i wykorzystywała fakt nieudanej swojej. 
Serio walczyłem i wmawiałem sobie, że to co uważam za nieprawidłowe minie i wszystko się ułoży.
Wiele razy czułem się ja polski budowlaniec: jeden kopie reszta stoi i patrzy. Działałem ponad swoje siły, po czym w chwilach jej złego nastroju byłem wypraszany z domu wraz z ciągnącymi się za mną wyzwiskami. Tłumaczyłem jej zachowanie wybuchowym charakterem, napięciem przedmiesiączkowym itp. Później dotarło do mnie, że jednak nie chcę świadomie wchodzić do tak podobnego domu, jaki miałem w przeszłości.

Wiele.... wiele spraw było, wiele słów, wiele zdarzeń… Serio nie da się streścić wydarzeń i opisać sytuacji ze 120 dni w kilkunastu linijkach.

Więc gdy Kasia T. po raz kolejny i kolejny mnie wyzwała, limit szans na zbudowanie czegoś we dwoje się po prostu skończył.

"A w jaki sposób rozwiązałeś sprawę z poprzednią Kasią"

Szczerze po prostu porozmawialiśmy. Wygłosiłem też monolog przedstawiający moją ocenę naszego związku. Szczerze, że czułem się nadmiernie wykorzystywany zarówno pod względem poświęcanego czasu dla niej i Róży (kosztem pracy i Terapii DDA) jak i nieco pieniędzy. Że mam wrażenie, że za bardzo liczą się dla niej kwestie typowo materialne, a ja wolę inne, te bardziej duchowe, że brakuje mi randek, wspólnego czasu, że ma wiele wspaniałych cech i jest piękną kobietą, to jednak nie pasuje do całokształtu kobiety moich marzeń i chciałbym poszukać takiej, która pasować będzie. Nie obeszło się bez kilku łez i trzaskania drzwiami.
Całkiem na chłodno analizuję i myślę, że gdyby Kasia T. faktycznie skradła całą sobą moje serce, to nie zwrócił bym uwagi na inną dziewczynę. Może bym pomyślał, że jest ładna, fajna i tyle. A tak nie było. Jak się człowiek czuje kochany, to świata się poza osobą, która daje miłość nie widzi ...a ja ten świat dostrzegłem.

Czasem pewne sprawy przerastają człowieka i nawet szczera chęć pomocy oraz uczucie nie wystarcza.

"Bardzo szybko to u siebie idzie. Jednego dnia deklarujesz poważny związek i utrzymanie jednej kobiecie, następnego planujesz małżeństwo z inną, znaną kilka godzin."

Szybko? Może tak wydaje się to obserwatorowi z boku. To tak jak z dziećmi znajomych, które widujemy raz na jakiś czas i wydaje nam się, że rosną jak na drożdżach :)
Z tymi oświadczynami trochę puszczam wodzę fantazji (w odniesieniu do marzeń), bo zwariowałem z zauroczenia, ale wiem, że muszę trochę zwolnić (wyjazd wypada naprawdę w odpowiednim momencie). Wiem, że stan w jakim jestem uaktywnia w mózgu te same obszary, które nasilają się pod wpływem narkotyków (mogę nie spać, nie czuć zmęczenia, mieć ogromny przypływ energii, jestem pozytywnie nakręcony i też przy tym nie dostrzegam wielu rzeczy, nie myślę do końca logicznie). Obecnie jestem w pięknym stanie zauroczenia. Uwielbiam go, chyba nie ma niczego, co by mnie tak uskrzydlało, jak Kasia W. Cieszę się, że tak na nią reaguję, bo to piękne i mam nadzieje, że to dobrze wróży.

"Emocje, za którymi nic więcej nie idzie." 

Emocje są i jest momentami ich nawet za dużo! – Wincenty i wdzięczność mu o której chciałbym ciągle krzyczeć, czuwanie nad dwoma mieszkaniami, stuknięci sąsiedzi z kamienicy, wykazywanie się w pracy pomimo przeciwności i komplikacji interpersonalnych, udział w terapii DDA po której zawsze czuję się rozbity, ojciec alkoholik tłamszący mnie gdy tylko pojawię się na horyzoncie...
Emocje są, są, ale i chwała, że chwilami nic więcej za nimi nie idzie, chociażby w momentach totalnego doła, poczucia beznadziejności i lęku, kiedy ogarnia mnie chęć powieszenia się ;)

21.06.2017

Jedna notatka dziennie z opisem najważniejszego wydarzenia dnia (wg zalecenia Terapii DDA), to dla mnie znacznie za mało. Jak mogę wybrać jeden temat? Nie mogę. To w końcu blog terapeutyczny! Dlatego chciałbym dodawać więcej wpisów (zresztą czasem tę zasadę łamię i publikuję po kilka notatek). O publikowaniu zdjęć w lipcu, (gdzie będę zapewne wrzucał ich sporo) nawet nie wspomnę...

Nie chodzę do swojej drugiej pracy. Oszukuję na godzinach [wpisuję się w kartę w danym dniu, gdy przychodzę wypełnić dokument obecności (i kilka dat do tyłu) i wychodzę]. Dlaczego? Bo teraz codziennie spotykam się teraz z Kasią W. po kilka godzin (ciężko nam się rozstać każdego wieczoru). Mam zamiar to podtrzymać aż do wyjazdu z Wincentym, o którym Kasia W. jeszcze nie wie.

Gdyby nie to, że podanie o bezpłatny urlop w lipcu już został pozytywnie rozpatrzony, a na czas mojej nieobecności zatrudniony jakiś stażysta z Urzędu Pracy (przyjdzie w poniedziałek, będę go przez ostatni tydzień czerwca trochę przyuczał go do druków itp), a bilety m.in na lot do Włoch i Austrii już są (w sezonie nie tanie) i pierwsze noclegi opłacone, a w pozostałych zaliczki - to zostałbym Polsce z Kasią W.

Przed wyjazdem (30.06.2017) mam zamiar poprosić Kasię W. o to by została moją żoną... Dobra, najpierw dziewczyną, a o rękę poproszę ją po powrocie :) <3

Wierzę, że się zgodzi, i będzie czekać na mnie aż wrócę z wyjazdu, a każdy wieczór będziemy wspólnie spędzać na Skype. ...A jeśli się nie zgodzi... to miesięczny wyjazd odciągnie moje myśli od tego, tym bardziej, że będę tam nieprzerwanie całe dnie i noce z Wincentym, a on nie pozwoli mi płakać ani się załamać. Nie! To ostatnie zdanie wyrzucam! Kasia W. musi się zgodzić. Nie zakładam w ogóle innej opcji. Jakbym nie dawał znaków życia od lipca, to wiadomo, co się stało (serce mi pękło i nie żyję).

20.06.2017

Jestem zakochany.
Nie byłem w stanie iść do pracy. Wziąłem urlop na żądanie.
Bóg mi świadkiem, że oświadczę się tej dziewczynie.

19.06.2017

Całe południe w pracy studiowałem kopie wiadomości pomiędzy Jonaszem Kasią W. by wiedzieć o czym pisali i przede wszystkim o jakich książkach. Niestety, tych, o które pytała Jonasza, czy jej pożyczy (a on się zgodził), ja nie mam, więc prosto po pracy jechałem je kupić do empiku, by móc je jej pożyczyć ;) Nieźle, no nie? :)
Jest godzina 18:12, za 50 minut jestem umówiony z Kasią W. na Rynku.
Jestem już gotowy do wyjścia. Nie mogę się doczekać.
Czuję się szczęśliwy. Bardzo. Trochę się stresuję. Trzymać kciuki! :D

Zauważam stały schemat. Kasia już od 04:00 rano pisze do mnie sms i maile, z tłumaczeniem i przeprosinami. Nie, tym razem nie ulegnę, tym bardziej, że podejrzewam, że nie chodzi jej o mnie, a o utrzymanie. Niestety.
Dziś mam spotkanie terapeutyczne DDA i to dla mnie priorytet.


Druga sprawa - Kasia W.
W wielkim skrócie, jak to się stało...
Jonasz w sobotę (17.06.2017 rok) na stacji BP za kasą spotkał Kasię W. Zapewne nie zwróciłby na mną najmniejszej uwagi, gdyby nie to, że ona zwróciła uwagę na niego :) Nabijając należność za tankowanie, zapytała z uśmiechem: "Jak tam dziadek?". Oczywiście, Jonasz nie miał pojęcia o co dziewczynie chodzi, więc zdziwiony zaczął dopytywać z niepokojem: "Jaki dziadek?", ona: "no ten który uciekł z Domu Spokojnej Starości", Jonasz twardo, ciemna masa: "Chyba mnie z kimś mylisz..." ...i jak tylko to powiedział, to od razu go oświeciło, że kasjerka myli go ze mną. Wtedy od razu podłapał temat i szybko się zreflektował: "aaaa ten dziadek, wiesz ma się dobrze jak na swój wiek, wiadomo zdrowie już ma nie te..." :D (w książce, 100 lat hahaha). Ciągnął dalej nie wiedząc o co w sumie dziewczyna pyta, ale trzymał fason, bo był pewny, że głównie chodzi jej o mnie :) Ona rozbawiona zaczęła się śmiać i dalej zagadywać o książce, o której Jonasz nie miał zielonego pojęcia. Ona: "To na której stronie jesteś?”, Jonasz dość dyplomatycznie: "Jakoś w połowie".. Rozmowa się tak długo toczyła, że Jonasz dwa razy na stacji BP samochód przepakowywał :)
Od słówka do słówka, stanęło na tym, że wymienili się kontaktami. Przez tydzień Kasia W. pisała do niego o różnych książkach, pytała o opinie, a Jonasz udawał, że czytał pozycje które ją interesowały, wysyłając jej recenzje ściągnięte z Internetu. Koniec końców zapytała, czy nie mogli by się wybrać razem do parku albo do kawiarni by przy okazji wymienić się kilkoma książkami. Jonasz się zgodził i zaproponował niedzielę (wczoraj).
Gdy mi o tym wszystkim opowiedział, oczywiście strasznie się wkurzyłem, że mi randki załatwia za moimi plecami z dziewczyną o której śniłem 5 nocy! że podszywa się pode mnie i to wszystko w czasie kiedy prowadzę zaawansowany związek. Jonasz odwołał więc niedzielne spotkanie z Kasią W. (dalej podszywając się pode mnie) wymawiając się niespodziewanie narzuconym w pracy dyżurem. Uwierzyła. Miał zamiar to odciągać, delikatnie odkręcać sytuację do jakiej doprowadził aż dziewczyna zrezygnuje.
Jednak w obecnej sytuacji do jakiej doprowadziła Kasia T. stwierdziłem, że spotkam się z Kasią W. dzisiaj. Start o 19:00.



Odebrałem kolejny, długi list na FB od czytelniczki mojego bloga (chce pozostać anonimowa, ale ta mądra dziewczyna, to ta sama, której list opublikowałem 30.05.2017 roku) teraz napisała do mnie:
"Dzień dobry. Smutno mi się zrobiło, kiedy przeczytałam, że nie masz na nic czasu i zaniedbujesz siebie, bo zajmujesz się Różą. O matko! Przeczytałam wpis o spacerze jako rozrywce dla biednych... SERIO TAK POWIEDZIAŁA ? Pamiętaj, że powinieneś mimo wszystko być dla siebie najważniejszy Mark. Ludzie przychodzą i odchodzą w naszym życiu a my od siebie nie uciekniemy. Musi być nam ze sobą dobrze i musimy być wobec siebie fair. To egoistyczne, ale słuszne podejście. Kiedyś przeczytałam, że najważniejsza miłość to miłość do samego siebie. Szanuj więc najpierw siebie, a potem innych. Byłeś kiedyś w takiej sytuacji, że z miłości do drugiej osoby się totalnie poniżyłeś? Przestałeś dla siebie istnieć? Ja tak...i niczego tak w życiu nie żałuję jak tego. Dobrze, że wyjeżdżasz.
Mark - teraz będę totalnie (szczera, a co mi tam) jesteś MEGA przystojnym facetem, połączeniem niewinnego chłopca, którego chciałoby się wciąż przytulać i głaskać po głowie z seksownym facetem, z którym większość kobiet chciałaby spędzić upojną noc. Do tego inteligentny, wrażliwy i świadomy swoich słabości. WIELE kobiet chciałby się z Tobą umówić, jestem pewna. Poszukaj wśród nich takiej, przy której będziesz się czuł dobrze nie tylko przez pierwsze 4 miesiące, ale przez 40 lat (o ile to możliwe, ale warto wierzyć w cuda :) Każdy z nas zasługuje na to co najlepsze do niego."
Dziękuję za te słowa. Bardzo mnie podbudowały. Bardzo.
List od Magdy (alexia133):
"Witam Cię serdecznie. Jak dobrze, pamiętasz, jestem stałą fanką Twojego bloga, śledzę go na bieżąco i bardzo Ci kibicuje w układaniu nowego życia. Z przykrością muszę przyznać (patrzę tu z perspektywy kobiety i matki), że Twoja dziewczyna Kasia T., trochę Cię wykorzystuje. Wydaje mi się, że powinniście zdecydowanie więcej czasu spędzać razem, bez dziecka. W chwilach spokoju, większej intymności, kiedy palą się świece, można miło spędzić czas na rozmowie. Powinieneś porozmawiać o tym z Kasią T., o tym co czujesz i co myślisz. Uczciwość i szczerość w związku jest najważniejsza. Nie rób nic na siłę, bo unieszczęśliwisz siebie i Kasię T.
P.S. tak sobie pomyślałam, że gdybyś kiedyś miał ochotę przyjechać na wschód Polski do Zamościa, zobaczyć piękne Kresy, to zapraszam :-). Pozdrawiam i ściskam. Magda."
Dziękuję Magdusia. Na pewno, gdy wybiorę się do Zamościa (a tak będzie), to napiszę do Ciebie i się spotkamy :)

18.06.2017

O tym jak Jonasz umówił mnie na spotkanie z Kasią W. napiszę jutro.
Miałem zamiar oczywiście nie iść, zabić za wtrącanie Jonasza, po czym pominąć temat na blogu... ALE w obecnej sytuacji, gdy Kasia T. po raz drugi mnie wyrzuciła i zerwała ze mną (chyba), nie mam zamiaru sobie żałować!
Wczoraj było 13 stopni, silny wiatr i ulewa. To nie popsuło naszej wycieczki. Bawiliśmy się przewspaniale. Do Wałbrzycha do zamku Książ pokonaliśmy w jedną stronę 250 km (3,5 godziny). W końcu było, tak jak należy. Kasia T. zadowolona, dopieszczona, Róża zniosła wszystko bezproblemowo i z uśmiechem na buzi. To był bardzo dobry, wspaniały dzień :)
Niestety, dziś już nie jest tak kolorowo. Kasia T. jest obrażona, bo Róża jest chora i to moja wina, bo tego nie przewidziałem. Już byliśmy na dyżurze w 
Wielospecjalistycznym Szpitalu Powiatowym nr 3 w Tarnowskich Górach. Przeziębienie. Przepisali Róży leki.
Szczerze? Powoli mam dość ciągłego niezadowalania Kasi T. i podnoszenia mi poprzeczki.

16.06.2017

Pogniewałem się na Kasię T. Z racji tego, że chciałbym naprawdę spędzać więcej czasu z Kasią T. niż tylko z jej córką, wczoraj zaproponowałem obu fantastyczny spacer (z kilkoma niespodziankami dla małej), ale Kasia T. mi odmówiła, kwitując propozycję: "Spacer? Chyba żartujesz, to rozrywka dla biednych".
Podoba mi się, że jest szczera i bezpośrednia, dzięki temu szybciej zauważam różnice między nami.

15.06.2017

Coś nowego, odważnego (pół roku potrzebowałem by to tego dojrzeć hahahaha): dla chętnych wprowadzam komentarze na blogu, na które będę też odpowiadał :) Usuwam kontakt mailowy. Miłej zabawy :) PS. pogoda w Tarnowskich Górach piękna :)

12.06.2017

Opuściłem dwa spotkania Terapii DDA (nie powinno się to wydarzyć). Chodzę spać przed 01:00-02:00 (do późna nadrabiam dzień i obowiązki), wyjeżdżam do pracy o 05:00, kiedy oczy mi się za kierownicą zamykają... W pierwszej pracy jestem rozkojarzony i ogólnie olewam kłopoty pacjentów, którzy na mnie liczą bo nie mam siły, a w drugiej oszukuję (wpisuję wstecz dodatkowe godziny, których w pracy nie spędziłem). Codziennie się boję, żeby ktoś się tego nie dopatrzył. U Wincentego nie wyprowadzałem psów już tydzień, a o normalnym spotkaniu z nim to już nawet nie wspomnę. Przestałem czytać książki. Jonasz odsunięty, że nawet nie mam czasu do niego zadzwonić, tylko mu notatki głosowe zostawiam. Zapomniałem, że mam w domu laptop, nie piszę codziennie moich zaleconych notatek, (a tę wrzucam w samochodzie, przez smartphone, na szybko, przed domem Kasi T.). Nie odpisuję nikomu na maile. Nie mam na nic czasu. Nie pamiętam czy mam jakąkolwiek dziewczynę i nie mogę przypomnieć sobie czy jestem jeszcze w ogóle w związku... A to dlatego, że zostałem cało popołudniowo-późno-wieczorną nianią Róży.
Priorytet - rozwiać te sytuacje. Nie może tak być dłużej.

08.06.2017

Dostałem od Wincentego propozycje nie do odrzucenia! Męski wyjazd. 30 dni. Tylko on i ja (Austria, Słowenia, Węgry, Chorwacja! :) W lipcu biorę bezpłatny urlop w pracy i wyjeżdżam z Wincentym za granicę. Kocham podróżować! Już odliczam dni! W związku z tym, że w okresie wyjazdu z Wincentym nie będę wrzucał notatek, będę zdawał relację BARDZO DUŻĄ ilością zdjęć z podróży po w/w krajach. Już odliczam dni, skreślam w kalendarzu :) - niech się dzieje co chce! Rzucam wszytko i mam zamiar być baaardzo szczęśliwy.





07.06.2017

Zacząłem się zastanawiać nad siłą człowieka, a może bardziej nad sobą.
Od kiedy ćwiczę na siłowni, zauważyłem, że jestem w stanie znieść więcej bólu fizycznego niż psychicznego bez np. płaczu. Płacz wywołują u mnie wydarzenia z życia, które jakoś wpływają na mnie jako osobę, człowieka. To z nimi najczęściej sobie nie daję rady.
...Nie pamiętam kiedy ostatni raz płakałem z bólu czysto fizycznego, ale wydaje mi się, że było to jeszcze w tych czasach bardziej dziecięcych (do 10 roku życia).

Kasia chce rzucić pracę na okres wakacji. Jak mnie zapewniła, co roku tak robi, bo koniec czerwca, lipiec i sierpień to pora kiedy chodzi się między stolikami i nosi talerze przez 15 godzin, a napiwków (czyt. drugiej pensji) nie ma, bo głównie młodzież siedzi, albo rodziny z dziećmi, a oni napiwków nie zostawiają. Kasia T. podkreślała totalny, wakacyjny wyzysk pracownika - jedna kelnerka (ona) na całą restaurację, za 7zł/h (gdzie napiwki nie przekraczają 50zł/tydzień) gdzie musiałaby obsługiwać kasę, sprzątać na sali, troszczyć się o gości, zmywać naczynia, sprzątać kuchnie, niejednokrotnie pomagać kucharzowi i donosić jedzenie do pobliskich bloków (na zamówienie firmy). Praca codziennie, 7 dni w tygodniu od 10:00 do godziny 01:00 w nocy. Rozumiem ją, wiem, że kelner, to prawdę bardzo ciężki zawód. To nie czasy PRL gdzie kelner, cinkciarz, taksówkarz, szatniarz byli Królami Życia.
Pytam się jak widzi brak dochodów przez 3 miesiące? Odpowiedziała krótko: "zawsze miałam uzbierane, ale w tym roku Ty mi dasz". Nieco mnie wmurowało, nie powiem... Tak, zdeklarowałem się, żeby je obie utrzymywać, i uzgodniliśmy to niedawno razem (zakres pomocy tj. rozrywka + zakupy jedzeniowo-odzieżowe), z tym, że nie było mowy o pełnym utrzymaniu mieszkania. Trochę mi smutno. Jednak przyjmuję to na siebie, jeśli ma to ją uszczęśliwić... Może jak będzie miała więcej czasu wolnego w domu, to zaczniemy się swobodniej spotykać, a nie pół godzinki między jej obowiązkami.

05.06.2017

Nasza randka zazwyczaj wygląda tak, że przychodzę do domu Kasi T.  i około 2-3 godziny bawię się klockami, karuzelą, konikami Pony, maskotkami, lalkami, pociągiem z drewna, grzechotkami. Siedzę na macie sensorycznej, słucham odgłosów zwierzątek z ekspresją wybieranych uderzeniami rąk na mini-laptopie, odbijam kolorowe, guzkowe piłeczki, układam piramidy z miękkich klocków. Dzięki temu wiem jaki kolor faworyzuje, na jaki dźwięk się śmieje, a jaki wzbudza w niej zdenerwowanie. Wiem co ją śmieszy, a co złości. Zaczynam rozumieć jej każde spojrzenie i dzięki temu trafnie spełniam jej życzenia... życzenia małej Róży... Nie Kasi, nie. Kasia T. widzę zwykle jedynie, gdy zostawia mi po opieką Róże na czas naszej randki, a sama w tym czasie robi cokolwiek: wstawia do pralki pranie, prasuje, przegląda Internet, czyta coś, zamiata, układa przedmioty na meblościance, segreguje buty, myje kabinę prysznicową itp. Często też znika z zasięgu mojego wzroku, np. wtedy gdy idzie z praniem do ogrodu, albo wynieść kosz ze śmieciami i zostaje na zewnątrz godzinę. Po czym przychodzi, zabiera córeczkę i idzie ją kąpać, później karmi, usypia, a kiedy ja już w międzyczasie posprzątam pokój z zabawek i poukładam wszystko na szafeczkach, łącznie z ubrankami, to odprowadza mnie do drzwi, dziękuje, całuje i upewnia się, czy przyjdę kolejnego dnia. Dziwnie się z tym czuję. A może tak po prostu wyglądają randki z dziewczyną, która jest jednocześnie samotną mamą? Mam karuzelę uczuć. 


03.06.2017

Nienawidzę cię za to, że przez całe dzieciństwo codziennie bałem się czy przyjdziesz do domu pijany i znów będzie awantura.
Nienawidzę cię za to, że jak miałem kilka lat, głośno śpiewałem w swoim pokoju, ty wróciłeś z pracy i pobiłeś mnie za to.
Nienawidzę cię za to, że rozbiłeś mi głowę, tylko dlatego że nie chciałem zapalić papierosa, gdy mnie zmuszałeś
Nienawidzę cię za to, że jak powiedziałem ci kiedyś, że nie będę się ciebie słuchał, biłeś mnie do momentu aż nie wytrzymam bólu i powiem, że jednak będę.
Nienawidzę cię za to, że babci nie było z nami bo musiała przed tobą uciekać odkąd tylko pamiętam.
Nienawidzę cię za to, że przez godzinę potrafiłeś katować Jonasza za złe stopnie w szkole.
Nienawidzę cię za to, że nie mogłem mieć prawdziwych przyjaciół. Każda osoba, która pojawiła się była ostro krytykowana i nie mogła przychodzić do mnie do domu.
Nienawidzę cię za to, że biłeś moją matkę i poniżałeś ją na każdym kroku. Kobietę, o której względy przecież sam kiedyś zabiegałeś. Ściągnąłeś ją podstępnie do swojego królestwa zła.
Nienawidzę cię za to, że piłeś a po tym biłeś i wyzywałeś mnie, na drugi dzień udając, że nic się nie stało.
Nienawidzę cię za to, że gdy wzywałem policję mówiłeś, że jestem narkomanem i to ja cię atakuję. Później karciłeś mnie za to, że szukałem pomocy i śmiałeś się, że nic mi to nie dało.
Nienawidzę cię za to, że jak już byłem dorosły i przebywałem poza domem ty dzwoniłeś do mnie po pijanemu i wyzywałeś mnie.
Nienawidzę cię za to, że po pijanemu zniszczyłeś mi samochód.
Nienawidzę cię za to, że kompletnie nie przygotowałeś mnie do dorosłego życia. Nie zadbałeś o to żebym skończył studia. Pozwoliłeś mi odejść z domu bez niczego, w przysłowiowych podartych portkach.
Nienawidzę cię za to, że...

Nawet gdybyś chciał to nie jesteś w stanie wynagrodzić mi wyrządzonych krzywd.

02.06.2017

Zapomniałem wspomnieć, że rano, za wycieraczką znalazłem kolejną czerwoną karteczkę. Tak samo złożoną. W środku odręcznie napisany tekst: " Nie poddawaj się, bo nawet nie wiesz ile pięknych chwil może jeszcze dać Ci życie". Nie podpisane. Powiem szczerze, nie dodaje mi to otuchy. Raczej mnie niepokoi. Mam nadzieję, że to już ostatnia, choć w głębi duszy czuję, że to chyba dopiero początek.
W domu byłem śmieciem, a poza nim wspaniałym dzieckiem... wiec kim jestem?
Na pierwszy plan wysuwa się zawsze to co bardziej boli - śmieci nie mają wysokiej samooceny, a inni ludzie nie mogą mieć racji, że śmieci są wspaniałe.
Dzisiaj zostałem wyzwany przez ojca paroma niemiłymi epitetami. Kilka słów potrafi mnie tak mocno zranić. W takich chwilach odechciewa mi się żyć. Mozolnie budowane poczucie własnej wartości rozsypuje się w pył. Wszystkie trudy budowania wiary w siebie kończą się fiaskiem, gdy on w brutalny sposób potrafi pluć mi w twarz i mówić, że jestem zerem. Źle mi.

01.06.2017

Bardzo źle się czuję. Jak się pieprzy, to się pieprzy. Na całego. Nigdy się nie pieprzy w życiu na pół. Albo na trzy czwarte. Zawsze na całość. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zepsuje Ci dzień, a czasem całe życie. Średnio co 40 sekund ktoś odbiera sobie życie. Przyczyny są bardzo złożone. Tak jak niepojęty jest ludzki umysł, tak niezrozumiałe jest postępowanie samobójcy.
Mój ojciec nie zasługuje nawet na miano ojca tego biologicznego, ponieważ ten daje człowiekowi życie i zaraz z niego znika. A on? Dał mi życie, ale od samego początku zaczął je niszczyć. Podcinał ścięgna mojej sfery emocjonalnej, za każdym razem gdy one próbowały podnosić do życia moją osobowość. Pragnę wymazać go z mojej pamięci, zapomnieć o każdej krzywdzie, którą mi wyrządził, uwolnić się od klątwy, którą rzucił na moje życie. Zapomnieć o przekleństwie emocjonalnego inwalidztwa, które z premedytacją fundował mi przez większą część mojego dotychczasowego życia. Pragnę wyciągnąć dłoń i poczuć jak chwytają ją inni dobrzy ludzie (prócz jedynego Wincentego). Ludzie, którzy nie chcą mnie skrzywdzić. Ludzie, którzy będą potrafili dostrzec i docenić we mnie pozytywne cechy. Ludzie którzy mnie pokochają, uszanują moje prawdziwe Ja. Ludzie przed którymi tak samo śmiało jak przed Wincentym zdejmę maskę i nie będę się wstydził siebie.
Teraz żyję wiarą. Wierzę w to, że kiedyś zrzucę z siebie tę ciężką zbroję, skorupę, te maski i ten worek makabrycznych wspomnień, poleję je benzyną i puszczę ostatecznie w niepamięć wraz z płomieniem sięgającym nieba. Wierzę w to, że kiedyś na kolejnej karcie mojego dziennika postawię grubą kreskę i od tego momentu zacznę w nim rysować błękitne niebo, żółte słońce, zieloną trawę, różnobarwne kwiaty i czerwone serca.

31.05.2017

Niepokój, pobudzenie, chaos w głowie. Świadomość, że coś się powinno zrobić albo, że coś się może zdarzyć... Wiem, że ten stan to powtórka z dzieciństwa – wtedy rzeczywistość była nieprzewidywalna. Teraz często ten nadmiar myśli, emocji powoduje niepokój... Przyczynę znam, ale jak sobie z tym radzić? Sprzątam codziennie! :) Mam czysto, a ja i tak sprzątam. Mógłbym cały czas myć kuchenkę, ścierać blaty, prasować. Mógłbym codziennie robić ręczne pranie. Zajmując się porządkowaniem przestrzeni wokół siebie, zapominam o chaosie w życiu i głowie.



30.05.2017

...Nawet magnolie bledną przy jej urodzie.

Wczoraj odebrałem długi list na FB od czytelniczki mojego bloga (chce pozostać anonimowa), ta mądra dziewczyna napisała do mnie:

"Witaj Mark, chciałam podzielić się z Tobą pewną myślą (czy tez uczuciem) jakiego doznałam gdy przeczytałam na Twoim blogu o Twojej reakcji na dziewczynę od książki (Kasię W.). Mimowolnie trochę Twoja historia miłosna z Kasią T. przypomina mi moją. Też mam córkę. Trzy lata temu bardzo zakochałam się w 6 lat młodszym facecie, o którym moja córka mówiła "mój drugi tata". Bardzo go kochałam. Dostałam na początku od niego to wszystko czego nie dawał mi mój mąż, dla którego przestałam istnieć jako kobieta, dla którego byłam tylko matką i gospodynią domową. Przy Jacku poczułam że mogę się jeszcze komuś podobać, że ktoś mnie pragnie, dba o mnie. Poświeciłam dla Jacka wszystko, oddałam całe serce wypełnione po brzegi niezwykłą miłością. Po pewnym czasie pojawiły się w około niego inne dziewczyny, (które chyba tak przyciągały go do siebie jak Ciebie ta druga Kasia W.). Zaczęłam czuć, że go tracę, że mój ukochany Jacek (dla którego przeszłam bardzo wyczerpującą psychicznie walkę, rozbijając rodzinę i odbierając mojemu dziecku biologicznego tatę) woli inne kobiety, że nigdy nie traktował tego związku poważnie, kłamał, że jestem miłością jego życia. Zostawił mnie z poczuciem bycia totalnie beznadziejną, niewartą miłości, starą i brzydką, bardzo brzydką. W końcu jego nowe znajome były ode mnie o 10 lat młodsze. Minęło pół roku od rozstania, a ja cały czas nie jestem w stanie wyjść z tego stanu psychicznego. Proszę, nie skrzywdź Kasi T. w ten sposób. Nie rób nadziei Kasi T., która pewnie wiele przeszła i pragnie dobra dla swojej córki, nie rób tak, by później tę nadzieje i wiarę Kasi T. odebrać. Jesteś młody i masz prawo się jeszcze nie raz zakochać, tylko bądź bardzo szczery z Twoją Kasią T, nigdy jej nie okłamuj w sprawie uczuć. Piszę Tobie to tylko dlatego, że jak przeczytałam ten Twój wpis, to aż mnie serce zabolało.
Patrzę oczami Twojej Kasi T. Nie chce by ktokolwiek doświadczył kiedykolwiek takiego bólu jaki ja czuje cały czas. Pamiętaj - szczerość i szacunek są najważniejsze."

Po tym liście poczułem się jakbym wsiadł do wehikułu czasu i przeniósł się w przyszłość. Wysiadł i  zobaczył z boku cały ten "efekt motyla", który może się wydarzyć, jeśli teraz się nie opamiętam. Bardzo mi się nie spodobał ten chaos deterministyczny, który mogłem spowodować.
Cieszę się, że moja czytelniczka na swoim przykładzie (przytaczając osobistą, smutną historię, jakże podobną do mojej historii z Kasią T.) pokazała mi jaką krzywdę swoimi zamiarami mogłem wyrządzić Kasi T. Współczuję mojej czytelniczce, ale i bardzo się cieszę, że tak szczerze i wylewnie przekazała mi to wszystko co ją spotkało, bym otworzył szerzej oczy spojrzał na wróbelka w swoich dłoniach i zastanowił się dziesięć razy, zanim zacznę wchodzić po drabinie po gołębia, na dachu. Teraz i ja widzę wszytko z drugiej strony... Bardzo często rozpoczynałem związki, mimo że z góry były skazane na porażkę... a związek z Kasią T. przecież taki nie jest! Muszę to docenić. Puknąć się w głowę i zająć jak należy tymi dwoma kobietami, które pojawiły się w moim życiu i mi ufają. Często powielałem swoje własne błędy z przeszłości, utrudniając sobie znalezienie towarzyszki życia, więc teraz w końcu muszę z tym skończyć i trzymać się tego co mam: Kasi T. z córeczką Różą. 
Przy Kasi T. życie zaskoczyło mnie równowagą i stabilizacją. Spokój 34-latki jest dla mnie dobrym, bogatym zapleczem i chyba moją ostatnią szansą na normalne życie. Nie mogę tego spieprzyć. Nie chcę. Nie spieprzę!

PS. To są wielki plus tego bloga, który kazała mi założyć terapeutka DDA. Ona sama uważam, że mi nie pomaga, ale przypadkowi ludzie, który pojawiają się czasem na blogu i ich dalekowzroczność, dojrzałość, logika, rozsądek, sensowność, trzeźwość wyobraźni i przede wszystkim ich chęć podzielenia się ze mną swoimi uwagami – tak, pomagają mi bardzo. Dziękuję za to serdecznie! :*

29.05.2017

Czuję się jakbym stał pośrodku gęstego lasu nocą, a w swoim ciele miał dwa kompasy.
Kompas serca, który kieruje mnie ku Kasi W. - to mieszanina pragnień, nadziei, emocjonalnych potrzeb, trochę biologii i intuicji. Wskazuje mi kierunek bliskości, obietnicę spełnienia marzenia o wielkiej miłości. Natomiast kompas rozsądku kieruje mnie ku Kaśce T. czyli bezpieczeństwu, rodzinie i stabilności. Ciągle zastanawiam się co zrobić. Czy zawalczyć o znajomość z Kasią W.? Nie chcę absurdalnych zachowań w imię miłości, przez które mogę wiele stracić, jak ślepo zakochana Rose z filmu "Titanic", która w obliczu śmierci ratuje uwięzionego kochanka z tonącego statku nie biorąc pod uwagę zagrożenia i możliwości ucieczki szalupą. Wincenty tłumaczy mi, że muszę wszytko rozwiązać prawdą. Postaram się.

EDIT. Właśnie dostałem wiadomość na FB od czytelniczki mojego bloga (o godz. 20:14), która zmieniała bieg wszystkiego co miało być związane z Kasią W.

26.05.2017

Tragedia. Moja psychoterapeutka podczas seansu terapii DDA znów zasiała we mnie wielki niepokój. Wielki. Tym razem gigantyczny! Ciągle drąży temat Wincentego, choć syndromem DDA jestem obciążony przez biologicznych rodziców, który nadużywali alkoholu, bili mnie i dręczyli psychicznie. Po spotkaniu DDA miałem w sobie tyle wątpliwości, po praniu mózgu, który mi zafundowała psychoterapeutka, że w drodze do domu miałem ochotę wejść pod pędzącą ciężarówkę. Błąkałem się po okolicy i aż 2 godziny siedziałem na torach (żaden pociąg nie nadjechał). Miałem mętlik w głowie. Czułem się strasznie nie kochany, bez swojego miejsca na świecie. Szarpał mną dziwny niepokój i lęk przed porzuceniem, choć wierzę Wincentemu, że nigdy mnie nie zostawi, a jego miłość jest po prostu po ludzku szczera. Obudził się we mnie tamten chłopiec, smutny i pełen strachu, który nie może uwolnić się z rodziny dysfunkcyjnej. Boże. Przypominały mi się różne, straszne rzeczy, m.in: Kiedyś ojciec dla zabawy wystawił mnie na podwórko w ulewę i nie chciał wpuścić do domu. Gdy Wincenty wracając z pracy zobaczył mnie siedzącego na ławce pod blokiem w tej ulewie, postanowił mnie zabrać do samochodu. Ojciec, który obserwował mnie z okna (czy aby nie staram się schronić pod daszkiem) był świadkiem, kiedy Wincenty prowadził mnie do auta. Otworzył wtedy pospiesznie okno i krzyknął do niego: "on śmierdzi!"...po czym nic się nie stało... Nic. Nic! Rodzice nie wybiegli za mną z domu, nie szukali mnie, nie zawiadomili policji ...nie interesowali się po co ten Pan mnie zabrał i gdzie. Nocowałem u Wincentego, w pokoju razem z Pawłem. Kolejnego dnia po szkole, w za dużych ubraniach po Pawle wróciłem do domu. Nie było żadnego tematu, jakby nic się nie wydarzyło, jakbym nie zniknął z domu. Mama zaprosiła mnie do stołu, a ojciec spokojnie oglądał TV. Patologia. Gdy Wincenty przygarnął mnie do siebie miałem tylko 11 lat. Pierwsze co on zauważył, to że niczego się nie domagałem, nawet nie mówiłem gdy byłem głodny (typowa cecha dziecka, które całe swoje życia spędziło w rodzinie, gdzie nikt nie zwracał na nie uwagi). Nie wytrzymałem! Tak bardzo mocno bolały mnie te chore rzeczy, również te, które wymieniała psychoterapeutka, że u Wincentego wybuchłem niekontrolowanym, histerycznym płaczem. Chciał mnie objąć, a ja go dopychałem, krzykiem rzucałem różne pytania i nie umiałem zapanować nad swoim nieuzasadnionym gniewem o wszystko. O nieudane życie, o odtrącenie przez rodziców, o zaburzone relacje, o złą przeszłość w domu. Nie umiałem określić w rzeczywistości o co mi chodzi? Po prostu psychoterapeutka w  dwie godziny rozchwiała mi poczucie bezpieczeństwa, nad którym Wincenty pracował 16 lat! Wincenty słuchał mnie i podkreślał przede wszystkim swoją miłość do mnie i swoją bezinteresowność. W końcu wyjął jeden z rodzinnych albumów ze zdjęciami. Pokazał mi wiele fotografii, na których jestem również i ja i nawet Jonasz. Powiedział: "Na pewno poznajesz, to jest Paweł, mój syn, a obok niego Ty – mój syn i Jonasz Twój brat, też mój syn. Rozumiesz?" Przewrócił kilka stron albumu i znów wysunął fotografie z wyjazdu do Łeby, podkreślił: "A to nasz rodzinny wyjazd na ruchome wydmy". Wyjął losowo kolejne zdjęcie. Przypomniał któreś tam z kolei Święta Bożego Narodzenia, powiedział: "Zobacz, to ja, moja żona i mój syn Paweł, a tu Ty, mój syn i Jonasz mój kolejny syn"...
Następnie z powagą podsumował - "Dzieci rodzą się w naszych serach. Ty trafiłeś do odpowiedniego serca, ale nie do odpowiedniego domu, na szczęście Cię w porę odnalazłem. Nie daj sobie wmówić, że nie jesteśmy rodziną".



Nie. Nie mogę. Nie mogę. Nie. 

25.05.2017

W zamkniętej grupie na FB dotyczącej książek, do której należę, poprosiłem w poście, o propozycje bardzo optymistycznych pozycji, dla poprawy nastroju. Pierwszy tytuł, który padł, to: "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" Jonas’a Jonasson’a. Od razu chciałem ją mieć, dlatego już kolejnego dnia przespacerowałem się po księgarniach. Niestety nie mieli jej od ręki, a jedynie na zamówienie. Zajrzałem, wiec do Internetu na ogłoszenia lokalne olx. Okazało się, że w moim mieście tę komedie sprzedaje Pani Kasia W., u której książka kurzy się na półce już dwa lata. Umówiłem się z tą Panią na dworcu autobusowym celem odkupienia. Pojawialiśmy się punktualnie. Zobaczyłem delikatną, naturalną dziewczynę o jasnych włosach i niebieskich oczach, ubraną bardzo skromnie. Stała z tą książką w ręku, i wyglądała jakby była z innego świata... Miała w sobie tyle ciszy i spokoju... Nie umiem tego opisać. Kupiłem książkę, zamienialiśmy parę zdań, pożyczyła mi "miłego czytania", uśmiechnęła się... i... stało się... strzała Amora nie wiem skąd mnie trafiła! Zauroczyłem się w niej. Teraz (od 3 godzin) myślę tylko o niej. Nie spotkało mnie coś takiego jeszcze nigdy. Nie wiem jak się zachować ani co mam robić. Napisałem na gorąco sms do Jonasza. Odpisał: "Stary, umawiaj się z nią codziennie, wykupuj pojedynczo wszystko co wystawia na olx :D" Jasne, tylko sęk w tym, że ona wystawia sukienki... głupio by to wyglądało. Później zauważyłem, że ona na olx loguje się przez Facebook. Znalazłem ją.

24.05.2017

Jakkolwiek źle to brzmi, nienawidzę wody ;) Od wczoraj burze i ulewy. Jesień pełną gębą, tylko patrzeć, jak będę musiał śnieg w weekend odśnieżać pod kamienicą. Ale co mnie tak dziwi? Przecież jest 24 maj. 


23.05.2017

Wincenty jest moim najlepszym psychologiem na świecie. Facet ma niesamowity dar prostowania mojego skomplikowanego życia słowami. Jest dla mnie Wielkim Człowiekiem, który zawsze stawia mnie do pionu i zachęca do walki. Choćby inni mnie ze współczuciem poklepywali po ramieniu i życzyli pomyślnego rozwiązania spraw, to ich pociesznie nie da takiego rezultatu jak rozsądek i argumenty Wincentego. Dziękuję codziennie losowi, że go mam. Na obecną chwilę czuję się lepiej. Jutro pójdę na te wysypisko śmieci (czyt. do pracy) z podniesioną głową.
Na zdrowie! :)


22.05.2017

Nie, ja nie mogę mieć normalnych dni, bez jakiegoś gówna pod butem. Zawsze coś złego musi się dziać... Teraz znów chcę umrzeć, zamienić się w pył i zniknąć, a to wszystko znów przez atmosferę w pracy. Serio, chcę uciec byle jak najdalej, byle tylko nie musieć ścierać się z ludźmi w pracy. Ciągle chore sensacje tworzone przez zazdrośników, niesłuszne oskarżenia, wytykanie palcami, obgadywanie za plecami, sztuczne uśmiechy i w sposób ostentacyjny nie odzywanie się. Nie, akurat za rozmowami nie tęsknię, nie. Nawet mi to pasuje, że nikt śmierdzącego ryja do mnie nie otwiera, chociaż nie powiem – dość niezręczna to sytuacja. Dobrze, że jestem mądry i umiem samodzielnie wypełniać swoje obowiązki, nie musząc być uzależniony od porad starczych kolegów i koleżanek. Powiem jedno – praca po znajomości to zawsze będzie syf, wysypisko nieszczerych, zawistnych osób, które niszczą słabsze jednostki i nie ma się jak obronić, bo tam jeden za drugim od kogoś staje. Nie daj Boże, ktoś pokaże, co go martwi, albo boli albo nawet cieszy – współpracownicy, te listy – zniszczą wszystko i wymieszają z szambem. Następnie się wyprą prosto w oczy i nadal będą się wzajemnie poklepywać po plecach. Pluję na to. Pluję. Niestety, muszę w tych chorych warunkach dopracować jeszcze kilka miesięcy (mam nadzieję, że oby tylko) i odchodzę bez najmniejszego żalu. Poważnie. A jak już całkiem będę miał złe myśli w głowie, to pójdę do psychiatry i walnę w robocie L4 z Poradni Zdrowia  Psychicznego. 

21.05.2017

3 miesiące: razem i nie razem, obok, czasem bardzo blisko, chwilami jakbyśmy się nie znali. Różne charaktery przynosiły nam ciszę, burze z gradem, delikatną tęcze i słońce.
Kolejny ważny krok w tym wyzwaniu (związku)... i chociaż mam sporo 
wątpliwości dotyczących tej nowej sytuacji... to zdecydowałem się utrzymywać finansowo Kaśkę z jej córeczką. Mam nadzieję, że będę potrafił im zapewnić wszystko czego obie potrzebują <3



20.05.2017

Ojciec mojego ojca (mój dziadek, Julian), którego widziałem w swoim całym życiu, może ze 6 razy miał na wsi opinie nieśmiertelnego skurwysyna. Babcia (jego nieszczęśliwa żona) umarła na zawał serca po 30 latach spędzonych z nim pod jednym dachem. On – bez zębów, bez opieki lekarskiej, bez jedzenia i zachowania higieny osobistej – żył zadowolony w zdrowiu i zawsze miał się dobrze. 
Dziadek Julek był największym alkoholikiem w historii gminy. Ochlany najtańszym winem / jabolem czy denaturatem nigdy nie umiał wrócić do domu (sklep na drugim końcu wsi), zimą sypiał w przydrożnych rowach aż trzeźwiał i wykopywał się spod śniegu i... wracał do sklepu by na kolejną "kreskę" napić się czegoś najtańszego. Kobiety (żony, matki) w całej wsi go nienawidziły, bo kradł kury, jajka, rowery dzieciom, owoce i warzywa z sadów, drobne narzędzia gospodarcze (później sprzedawał w innych wioskach) i najgorsze – rozpijał mężczyzn. 
Do ostatniego prawie swojego dnia życia był super zdrowy, żywoty, ruchliwy, sprawny. W wieku 76 lat miał wylew krwi do mózgu, był niecałe 3 dni w szpitalu i zmarł w nim z powodu ...odstawienia alkoholu (wystąpiło nagłe zatrzymanie krążenia, reanimacja była nieskuteczna - stwierdzono zgon. Sekcja zwłok wykazała rozpoczynającą się miażdżycę i rozstrzeń serca. Badanie toksykologiczne i badanie krwi na zawartość alkoholu wypadły ujemnie).
Wspominając to na terapii DDA, zastanawiało mnie jedno - jak mogą wyglądać obecnie narządy wewnętrzne mojego ojca i jak długo jeszcze mogą wytrzymać takie codzienne dawki alkoholu? (Ojciec, jak dziadek) mało je, w ostatnim czasie dość schudł. 
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. 
Dziś, gdy przyjechałem zabrać z domu rachunki i pocztę, ojciec pochwalił mi się (jednocześnie żądając ode mnie pieniędzy na leki), że trafił do Szpitala i przebywał w nim od 05-15 maja. Gdy mi to oświadczał (jednocześnie przeplatając w zdaniach wymuszanie kasy), wyglądał nadzwyczaj dobrze. Świeżo, rumiano i mocno. Nie wierzyłem mu, wiec pokazał mi wypis ze Szpitala. Wręczając mi go ze złośliwym uśmiechem rzucił pewny siebie: "Widzisz, złego diabli nie biorą. Ja będę żył 104 lat wszystkim na złość".
Ojciec z obecnie zaawansowaną miażdżycą, miał zapalenie płuc i stan przedzawałowy. 
Dziś wygląda lepiej niż kiedykolwiek.






Prawdę mówiąc, nie znam go. Obecnie, cyklicznie widuje ojca jeżdżąc do mojego mieszkania odbierać listy i rachunki. Ojciec nigdy nie wzbudzał we mnie ckliwości ani wzruszenia. Prędzej złość.
Mam w głowie migawki obrazów - chmura papierosowego dymu unoszącego się zawsze nad nim, wszędzie worki z tytoniem, i jak mimo upału, zapina sweter i wsuwa kalesony. Zawsze niezadowolony, narzekający, roszczeniowy i z podniesionym głosem. Bez uśmiechu, bez jakiejkolwiek pasji, hobby, bez umiejętności okazywania dobrych uczuć. 
Dzisiaj już wiem, że jest zwykłym tchórzem który boi się życia i ucieka w alkohol. Nie jest mi go żal.

19.05.2017

Kłamstwo ma krótkie nogi. Kto myśli, że kłamstwo nie wyjdzie, jest głupi.
Jeszcze gorsza jest plotka, która sieje wiele strat i krzywdzi nie tylko osobę obgadywaną ale innych, w około których te niedorzeczności krążą. Przykre. Głupie. Świat jest ogólnie rzecz biorąc - podły. Serio.

Praca wśród ludzi to jednak zło. Znów się o tym przekonałem. W związku z tym wymyśliłem nową taktykę do wykorzystania w robocie - unikanie ile się da. Wszystkich.

18.05.2017

List od Magdy (zgoda na publikacje):
"Śledzę Twój blog na bieżąco. Nie wiem czy mam prawo o tym pisać, ale nie mogłam się powstrzymać. (…) Uważam, że powinieneś dać szansę Waszej miłości. Kasia pewnie wiele w życiu przeszła i reaguję dość emocjonalnie. Jak każdy normalny człowiek pragnie miłości i myśli, że znalazła ją przy Tobie. Stworzenie normalnych relacji u ludzi po przejściach, będzie bardzo trudne, co nie znaczy, że niemożliwe. Ale dzięki temu, że macie za sobą trudne chwile, możecie się wzajemnie zrozumieć i wspierać. Tylko na wszystko trzeba czasu. Co do dziecka... Ono nigdy nie będzie dla Ciebie konkurencją, bo miłość do dziecka jest zupełnie inna, niż do mężczyzny.
Dlatego dajcie sobie szanse, bo myślę, że warto. Tylko musisz tego chcieć, i nie analizować czy warto, czy nie. Bo miłości nie da się postawić na wadze strat i zysków. Miłość trzeba przeżyć póki jest! Trzymam kciuki i życzę powodzenia".

 Bardzo potrzebowałem czyjegoś zdecydowanego zdania w tym temacie, a nie ciągłych gadek typu: "sam musisz wybrać", "sam musisz zdecydować", "rób jak czujesz" itp. - bo jak chłopak z mieszanymi, nie ustabilizowanymi emocjami może sam decydować? Dlatego po tym szczerym, obiektywnym liście jesteśmy zmów parą! Yeeey :D  Teraz znów jest wszytko tak jak powinno, a serce mi skacze z radości.


17.05.2017

Rano, przed 5:00 wybierając się do pracy, wsiadając do samochodu, zauważyłem za wycieraczką złożoną, czerwoną karteczkę. Pomyślałem sobie, że to zapewne kolejna ulotka, ale nie... Rozłożyłem kartkę, a tam tekst: "Najważniejsze jest znaleźć kogoś kto dotknie twojej duszy, nie dotykając nawet jeszcze twojego ciała." Nie podpisane. Rozejrzałem się w około ale niczego nie zauważyłem. Jedynie w domku naprzeciwko, ktoś pospiesznie zaciągnął zasłonkę (mieszka tam jakaś samotna babcia). Czarownica? Nieee... :) Trochę to upiorne. Żart? Po co? Nie daje mi to teraz spokoju.


16.05.2017

Jak moje związki / przyjaźnie / relacje mają wyglądać normalnie?
Najpierw nie wierzę w istnienie i uczciwość takiej relacji, a jeśli już jest (jakimś cudem), to ogromnie się boję, że się to rozpadnie. Pojawia się zazdrość, podejrzliwość, nieufność. Błędne koło.

15.05.2017

Blokuję się przed bliskością – widzę to po tym jak napina się moje całe ciało i zatrzymuje oddech. Często nawet nie mogę spojrzeć w tym kierunku, gdzie mnie ktoś dotyka. Odwracam głowę. Bardzo często zastawiam się plecakiem, torbą, gazetami, krzesłami... siadam w dalszej odległości, blokuję miejsce, aby nikt się nie przysiadł. Najgorsze są dla mnie spontaniczne reakcje bliskości innych ludzi, gdy niespodziewanie mnie ktoś przytula, chwyta, głaszcze... Wtedy nie czuję nic innego jak strach, bo mam zakodowane w głowie, że: "dotyk to bicie". Zawsze muszę być przygotowany np. na objęcie mnie, uprzedzony o tym i zapewniony, że nic mi się nie stanie. Straszne to jest. Boże. Straszne. Patrzę na swoje odbicie w lustrze i nie wierzę... - kawał chłopa ze mnie, wysoki, dobrze zbudowany. Później zaglądam w swoją duszę, a tam... Jak skulony pies porzucony w schronisku, zamknięty samotnie w boksie, który pragnie bliskości ale katowany w przeszłości, nie podchodzi do człowieka, tylko nieufnie chce się wtopić w najdalszy róg klatki. Boże, pomóż mi.


14.05.2017

Widziałem się z Kaśką, czekała na mnie pod kamienicą z wózeczkiem, aż wrócę z pracy. Zmarznięta. Podeszła mnie dzieckiem (komu by serce nie zmiękło przy kwilącej, małej księżniczce...). Kaśka przyjęła postawę przepraszająco-prosząco-żałującą. Przegadaliśmy 3,5 godziny o wszystkim.
Osobiście nie wiem co dalej. Obecne nie wiem czy chcę coś planować.




13.05.2017

Sinusoida uczuć i odczuć ciągle mną huśta, ciągle wywraca. Dół, góra, dół, góra... i to we wszystkim. Każda płaszczyzna mojego życia podporządkowana jest linii sinusoidy... Mam wrażenie, że pozostaję bez wpływu na to wszystko. Dobrze, że mam brata, który rozumie moje nastroje i stara się je ze mną dzielić ;) [ja z prawej]


12.05.2017

Mam wrażenie, że jestem na jakimś ruchomym piasku nieszczęść. Im więcej ruchów wykonuje, tym bardziej ten piasek mnie wciąga i dusi. Nie chce mi się już próbować, zaczynać od nowa i od nowa i od nowa. Serio.

11.05.2017

Od rana Kasia wysyła do mnie SMS o różnej treści, głównie krążące w około słowa "wróć".
Nie wiem czy powinienem. Boję się. Na obecną chwilę mam pustkę w głowie.

10.05.2017

Byłem świadkiem strasznej awantury. Czułem się strasznie niezręcznie, byłem zakłopotany i bezsilny. Ciężko się wtrącać w osobiste sprawy dwóch osób, których łączy dziecko.
Kasia pod wpływem złych emocji i kłótni z ojcem Różyczki, krzycząc w szale, że "nienawidzi wszystkich facetów" rozkazała mi: "...i Ty też się wynoś"...! Kasia T. zerwała ze mną. Nie nam zwyczaju prosić się o miłość, wiec wyszedłem z podniesioną głową patrząc w przyszłość, póki co samotną, ale swoją.



09.05.2017



08.05.2017

Codziennie by dotrzeć do domu, przechodzę pod wiaduktem klejowym. Widzę te wszystkie pociągi sunące nade mną i... w sumie zrobiłem postęp, bo jeszcze pół roku temu, myślałem, by pod pociąg skoczyć, a teraz myślę, czy się gdzieś nim nie wybrać. Przed siebie. Nie chce mi się wracać do kawalerki, którą najmuję, czuję w niej smutek mimo, że jest przytulna, w ciepłych beżach drewna i czystej bieli (skandynawski styl). Dlaczego czuję w niej smutek? Z powodu samotności ogólnie? A może to wina dyskoteki nad moją głową, którą codziennie urządzają sąsiedzi z mieszkania nr 5. Perspektywa kolejnych 2 lat w tym miejscu, wypełnia mnie przerażeniem. Uważam, że nie czeka jeszcze mnie tutaj cokolwiek interesującego, czegoś co pozwoli mi się rozwinąć, spojrzeć na życie z innej perspektywy (no może chociaż na Terapię DDA mam blisko). Zmęczenie materiału, na całej pieprzonej linii.

07.05.2017

Dziś nauczyłem się, że opinia wrogów jest do przeanalizowania, a nie jak zawsze (w systemie obronnym) do odrzucenia, gdyż posiada jednak jakieś bolesne ziarenko prawdy... Nawet jeśli powstaje na ziemi niezgody, niechęci, nienawiści czy również zazdrości ...to jednak.

06.05.2017

Wracając w nocy z pracy, trafiłem na objazd, który był przez jakieś osiedle mieszkalne. Oznaczenia objazdu słabe, jak można się było tego spodziewać. Uliczki, bloki, ślepe zaułki, zamknięte bramy... Zgubiłem się. Zawracałem ze trzy razy. Na szczęście pod nieczynnym kioskiem stała jakaś dziewczyna. Podjechałem, opuściłem szybę i zapytałem:
- przepraszam, czy mógłbym Panią zapytać...
Ona przerwała mi w pół zdania i rzuciła:
- 100 zł.
Yyy...

05.05.2017

Wiem, wiem, czapka z daszkiem ubrana 5 maja, kiedy zima w pełni, wypada dość słabo.


04.05.2017

Boję się. Ojciec wygraża mi się bardzo. Kawał nieobliczalnego skurwysyna z niego. Czuję się rozbity. Tyle osiągnąłem, tyle wywalczyłem, a to wszystko potrafi zostać zmiażdżone jego pijackim bełkotem. Tak bardzo się staram by odzyskać silę i namiastkę normalnego życia, a tu na nowo cios, cios, cios. Mój ojciec to psychopata. Poważnie. Przez to co on wyczynia zawsze będę się czuł sparaliżowany strachem jak bezbronne dziecko. Nie widzę dla siebie żadnej nadziei.

03.05.2017

Idzie mi coraz to lepiej :)